Młodzi ludzie, którzy liczą, że działające na AGH i Politechnice Krakowskiej Studenckie Biuro Kwater "Chata Żaka" bezpłatnie lub tanio pomoże im w znalezieniu mieszkania, mocno się rozczarują.
|
Dzięki sprytnemu zabiegowi Chata Żaka czerpie profity, jak licencjonowane biuro pośrednictwa nieruchomości, ale jednocześnie unika odpowiedzialności, ciążącej na takich biurach w przypadku, gdy np. warunki w wynajmowanym mieszkaniu różnią się od tych podanych w ofercie. Wystarczy, że w nazwie nie zostaną użyte trzy słowa "biuro pośrednictwa nieruchomości".
Jednoznaczne zdanie na temat działania studenckiego biura kwater ma Hanna Prażmo-Bentkowska, z Komisji Etyki Zawodowej Małopolskiego Stowarzyszenia Pośredników w Obrocie Nieruchomościami. - Jeżeli ktoś wykonuje zawód pośrednika bez licencji, łamie prawo - twierdzi Prażmo-Bentkowska.
- Licencjonowany pośrednik opiekuje się klientem od początku do końca, w tym sprawdza stan prawny i faktyczny danej oferty, jest za to odpowiedzialny i za to właśnie pobiera opłatę - dodaje .
Łatwo jednak obejść przepisy i działać, jak biuro nieruchomości, nie nazywając się w ten sposób. - Dopóki nikomu nie stała się krzywda w wyniku działań nielicencjonowanych para-pośredników, instytucje konsumenckie nie podejmują działań - podsumowuje Prażmo-Bentkowska.
Co ciekawe, spośród wszystkich studenckich biur "Chata Żaka" w całej Polsce (jest ich 21), tylko w Krakowie pobierane są opłaty. W innych miastach, np. w Toruniu, Wrocławiu czy Łodzi kontakt do właściciela wynajmowanego lokalu jest od razu zamieszczony na stronie internetowej wraz z ofertą. W odróżnieniu od innych, krakowskie biuro świadczy dodatkową usługę "w zakresie kontaktu osoby zainteresowanej wynajęciem lokalu z właścicielem", za co pobiera opłatę bądź 50 zł (jeśli robimy to przez internet), bądź połowę czynszu, jeśli osobiście zjawiliśmy się w biurze. A przy tym, jak czytamy w regulaminie "Chata Żaka nie odpowiada za faktyczne warunki najmowanego lokalu".
- Zyski z opłaty za nasze usługi przeznaczamy na działalność statutową Zrzeszenia Studentów Polskich - przekonuje prezes rady okręgowej ZSP. - 50 proc. opłaty miesięcznej nie jest wygórowaną kwotą, ponieważ to co najmniej połowa stawki, jakiej żądają licencjonowane biura nieruchomości - dodaje.
Gdy zapytaliśmy przewodniczącego rady ZSP, dlaczego inne biura Chaty Żaka w Polsce radzą sobie bez tych opłat, tylko krakowskie pobiera haracz od studentów, po odpowiedź odesłał nas do Torunia, Wrocławia i Łodzi.
Rzecznik prasowy Akademii Górniczo-Hutniczej, Bartosz Dembiński nie widzi jednak problemu w działalności "Chaty Żaka" i zapewnia, że skoro biuro kwater działa, to musi to robić zgodnie z prawem.
Źródło: Polska Gazeta Krakowska
Data dodania: 2009-09-16 - maksymalnie 500 znaków.