Eurostudent

Beirut „The Flying Cup” (Sonic Records)

Młodzieniec z Nowego Jorku, Zach Condon, stojący na czele projektu Beirut jest już legendą, mimo że liczy sobie ledwie dwadzieścia jeden wiosen.

Młodzieniec z Nowego Jorku, Zach (a raczej Zachary, bo to dość niezwykłe imię lepiej jakoś pasuje mi do tego muzyka właśnie w pełnym brzmieniu) Condon, stojący na czele projektu Beirut jest już legendą, mimo że liczy sobie ledwie dwadzieścia jeden wiosen. Bo też rzadko się zdarza, by we współczesnym, plastikowym i hałaśliwym świecie szoł-byznesu objawił się dziś ktoś tak młody, a równocześnie obdarzony tak wielką muzyczną wyobraźnią, dźwiękową inteligencją, aranżacyjną fantazją – do tego jeszcze multiinstrumentalista.
Już pierwsze nagrania Zachariasza, publikowane zrazu w sieci, zadziwiały: oto jakiś nikomu bliżej nieznany nastolatek, na którego domowe studio składał się jeden niezbyt skomplikowany komputer, samotnie wskrzeszał przy pomocy wielu egzotycznych instrumentów całą przebogatą, wielobarwną rzeczywistość Bałkanów. Chwilę później przyszła pierwsza płyta pod dość ekscentrycznym tytułem „Gulag Orkestar” – i o Beirucie zaczęło być głośno.
Najnowszy album zespołu, „The Flying Club Cup”, pokazuje, że Condon nie zamierza spocząć na laurach. Dzieło to bowiem wybitne: wysmakowane, przemyślane do ostatniej nuty, niebanalne, a jednocześnie żywe i autentyczne, przywołujące ducha niegdysiejszego wspólnego muzykowania w knajpkach i na miejskich placach całej prowincjonalnej Europy. No i w najlepszym tego słowa znaczeniu przebojowe: ogromna większość z trzynastu pomieszczonych tu nagrań to materiał na świetnie sprzedające się single.
Najważniejsze jest chyba jednak to, że po przesłuchaniu całej płyty pozostaje w słuchaczu tylko radość. I słońce – choć takie nieco jesienne, nostalgiczne, sepiowane.
Beirut „The Flying Cup” (Sonic Records)