Eurostudent

Portal dla studentów - kariera, praktyki, staże, praca, studia, rozrywka, konkursy. Magazyn Eurostudent

Czyhając na plagiat

Jak mówią ostrożne statystyki, 10% nas, studentów, to złodzieje. Te 10% (a może więcej?) kradnie dorobek intelektualny innych, podając go za swój. Badanie dotyczyło tylko prac magisterskich. A przecież piszemy jeszcze mnóstwo innych prac i referatów podczas pięciu lat studiów. Jeśli nigdy nie ukradłeś, choćby jednego zdania z cudzej pracy, nie czytaj tego tekstu. Jeśli zaś ukradłeś…

Jak wysoka jest skala plagiatu w Polsce – tego nikt nie wie. Jak dotąd jedyną publikacją na ten temat jest raport sporządzony przez znawców prawa autorskiego na polecenie Fundacji Rektorów Polskich. Jak przypuszczają jego autorzy, 5–10% prac dyplomowych w naszym kraju nosi znamiona plagiatu. – W rzeczywistości odsetek może być znacznie wyższy – przyznaje dr Sebastian Kawczyński, prezes zarządu Plagiat.pl, powołując się na badania przeprowadzone wśród berlińskich studentów, spośród których aż 24% przyznało się do popełnienia oszustwa. W Polsce o przypadkach przyznania się do popełnienia plagiatu najczęściej słyszymy przy okazji procesów sądowych – jeśli w ogóle do nich dochodzi. W tym kontekście przełomowym na polskich uczelniach był 2005 rok, który zaowocował m.in. pozbawieniem tytułu i dyplomu magistra studenta Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego.
 
Tolerancja dla kradzieży
Jak mówić o zjawisku plagiatu czy łamaniu prawa autorskiego, skoro nadal zbyt wiele osób nie rozumie ciężaru przestępstwa, jakim jest naruszenie dóbr intelektualnych, nie mówiąc o rozumieniu znaczeniu samego słowa plagiat. Bo czym tak naprawdę jest plagiat? Najkrótsza odpowiedź: oszustwem. Ale niezupełnie. Jak podaje Słownik języka polskiego PWN pod red. prof. M. Szymczaka plagiat to: przywłaszczenie cudzego utworu lub pomysłu twórczego, wydanie cudzego utworu pod własnym nazwiskiem, także: dosłowne zapożyczenia z cudzych dzieł podane jako oryginalne i własne.Ta definicja wydaje się najbardziej trafną i zrozumiałą dla nas, studentów, bo to my najczęściej znajdujemy się zarówno w grupie osób oskarżanych o plagiatowanie, jak i poszkodowanych przez powyższy proceder. Jak mówi dr Arkadiusz Bieliński, adiunkt w Katedrze Prawa Cywilnego Uniwersytetu w Białymstoku: – W trakcie pracy naukowo-dydaktycznej zawsze istnieje potencjalne ryzyko natknięcia się na tzw. plagiat, zarówno w zakresie prac magisterskich, jak i działalności badawczej. W takich sytuacjach pojawia się pytanie, jak daleko można się posunąć w zakresie korzystania z cudzej własności. Pod względem prawnym kwestie te regulowane są przede wszystkim ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. z 2000 r., nr 80, poz. 904 tekst jedn. ze zm.), dozwalającej na wykorzystanie drobnych fragmentów cudzych utworów w zakresie uzasadnionym na przykład prowadzonymi badaniami. Zawsze jednak należy podawać źródło zapożyczenia. Jednak mało kto o tej konieczności pamięta. Powszechny dostęp do Internetu, robienie niewłaściwego użytku z funkcji kopiuj–wklej, a także pobłażliwość nauczycieli w szkołach i wykładowców na uczelniach prowadzą do przepisywania nie tylko fragmentów cudzych prac naukowych, ale i całych publikacji.
 
Brak samodzielności, brak edukacji
Prace dyplomowe. Prace licencjackie. Prace magisterskie. Prace zaliczeniowe […] i wszystko, z czym nie możesz sobie poradzić sam – czytamy na jednej ze stron internetowych. I chociaż są to gorzkie słowa, to jest w nich dużo prawdy. – Przypadki zawłaszczania prac przez studentów nie należą do odosobnionych, czego źródłem często jest nie tyle lenistwo, ile brak samodzielności – zauważa dr Jarosław Kilias, adiunkt w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. – Nie uczy się ich ani samodzielności, ani standardów obowiązujących w pracy intelektualnej. W takiej sytuacji przepisywanie źródeł jest dla nich jedynym sposobem zrealizowania nałożonych na nich obowiązków. Słowa dr Jarosława Kiliasa potwierdza Monika Kruczyk, studentka filologii angielskiej Wyższej Szkoły Pedagogicznej TWP: – Osobie, która dokonuje plagiatu, wydaje się, że przepisując czyjąś pracę, nie popełnia przestępstwa, wręcz przeciwnie, pomaga sobie w zdobyciu dobrej oceny. Natomiast dla autora pracy jest to po prostu kradzież. Nie jest to bynajmniej dowód na brak kultury studentów, lecz na brak podstawowej edukacji w zakresie prawa autorskiego. Na uniwersytetach i w szkołach wyższych tego rodzaju wiedza jest zwykle zastrzeżona dla przyszłych prawników oraz filologów. Lukę nieświadomości uczelnie starają się wypełniać w różny sposób, na przykład poprzez okolicznościowe bądź semestralne wykłady. Ostatnie z wymienionych są dostępne dla studentów Uniwersytetu Warszawskiego, którzy mogą brać udział w międzywydziałowych zajęciach z prawa autorskiego, prowadzonych przez dr Ingę Oleksiuk, z Instytutu Problemów Współczesnej Cywilizacji, oraz znawcę prawa autorskiego dr hab. prof. Jana Błeszyńskiego.
 
Plagiat.pl lekiem na całe zło
Jak pokazują statystki prowadzone przez serwis antyplagiatowy, coraz więcej studentów i pracowników naukowych decyduje się na sprawdzenie przygotowanych przez siebie prac. Ale nie zawsze tak było. Jeszcze cztery lata temu, gdy uczelnie w Stanach Zjednoczonych pracowały z systemem Turnitin, w Polsce brakowało odpowiednich narzędzi, mogących jednocześnie sprawdzać prace pod względem wzajemnego podobieństwa i ochraniać je przed bezprawnym kopiowaniem. Nadzieja, że coś się zmieni, nadeszła niespodziewanie w czerwcu 2002 roku. – Na początku obawialiśmy się, czy ta inicjatywa spotka się z zainteresowaniem – opowiada dr Sebastian Kawczyński, prezes zarządu Plagiat.pl. – Tymczasem serwis antyplagiatowy, został przyjęty niezwykle entuzjastycznie. Szybko się okazało, że serwis Plagiat.pl stanowi cenne urządzenie nie tylko dla studentów pragnących sprawdzać swoje prace, ale także dla wykładowców. Dlatego rok po udostępnieniu bezpłatnej wersji serwisu, przekształciliśmy go w płatny i podpisaliśmy pierwsze dwie umowy: z Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie oraz z Uniwersytetem Olsztyńskim. Dzisiaj z usług serwisu korzysta 25 szkół wyższych, z kilkudziesięciu zarejestrowanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Pierwszy odbiorca usług oferowanych przez serwis Plagiat.pl, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, poddał analizie łącznie około 17 tys. prac licencjackich i magisterskich. Mniejszym, lecz również będącym powodem do radości wskaźnikiem, może się poszczycić Wyższa Szkoła im. R. Łazarskiego w Warszawie, która w ciągu roku poddała analizie 1700 prac, oraz mająca dwuletnie doświadczenie w pracy z programem antyplagiatowym Akademia Medyczna w Gdańsku, z 823 sprawdzonymi pracami na koncie. System wprowadziła również Pomorska Akademia Pedagogiczna w Słupsku: – W ubiegłym roku przez serwis Plagiat.pl zostało przepuszczonych 2 tys. prac. Obecnie sprawdzanych jest kolejnych 1800 prac studentów – mówi Jolanta Nitkowska, rzecznik Pomorskiej Akademii Pedagogicznej.
 
Twarde prawo dla wszystkich
Czasy, kiedy pracownik naukowy był osobą nietykalną, powoli odchodzą do przeszłości. Coraz częściej zostają ujawnione przestępstwa popełniane przez pracowników naukowych. Jednak o ile wykładowcy akademiccy – plagiatorzy mogą się czuć coraz mniej bezpiecznie, o tyle rzadko kiedy zdarza się, aby studenci dopuszczający się plagiatów, trafiali przed oblicze sądu. – Należy zacząć karać ludzi dopuszczających się plagiatu oraz osoby sprzedające prace na zmówienie. Obecnie czują się one bezkarne, ponieważ rzadko kiedy posądzenie o kradzież praw autorskich, kończy się wyrokiem sądowym – przyznaje Krzysztof Kotusiewicz, rzecznik praw studenta w Wyższej Szkole Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Wiedzą o tym zarówno studenci zajmujący się dorywczo pisaniem (a raczej przepisywaniem) opracowań i handlem nimi, jak również uczelnie, które kierując się brakiem zaufania w stosunku do systemu antyplagiatowego bądź strachem przed wybuchem skandalu, decydują się na samodzielne nadzorowanie bronionych prac. One też ustalają formy wymierzania kary plagiatorom, takie jak zawieszenie w prawach studenta, nagany i upomnienia, usunięcie z uczelni (stosowane przez większość szkół wyższych) bądź wezwanie przed komisję dyscyplinarną.
 
– Nie po to wkładam w swoją pracę tyle trudu, aby potem ktoś miał ją bezczelnie przepisać i podpisać swoją godnością – mówi Katarzyna Kurdej, studentka ochrony środowiska Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. – Zupełnie inną sytuacją jest ta, kiedy wyrażam zgodę na wykorzystanie fragmentów opracowania.
Wtóruje jej Mikołaj Nowak z Wyższej Szkoły Zarządzania w Warszawie, który na pytanie: czy zdecydowałbyś się na ochronę swojej pracy, odpowiada: – Naturalnie, to moja praca, mój czas i wysiłek.
– Jestem przekonany, że liczba plagiatów będzie sukcesywnie maleć, jeśli wspólnie zaczniemy walczyć z tym zjawiskiem – KTO TO MÓWI – a studenci zdadzą sobie sprawę, że samodzielna praca jest inwestycją w ich przyszłość. Te trzy głosy dodają otuchy. Pamiętać musimy jeszcze o tym, że nie tylko nasza praca jest chroniona prawem. Cudze też. Jeśli zdamy sobie sprawę z tego faktu, następnym razem nie będziemy musieli czytać takich raportów…