Eurostudent

Dziecko na studiach – czy to za wcześnie?

22-letnia dziewczyna pędzi na zajęcia. Zamiast plecaka ma nosidełko z rocznym bobasem i zapas pieluch. Coraz więcej studentek z powodzeniem łączy wychowywanie dzieci z nauką.

Jeszcze kilka lat temu pozytywny wynik testu ciążowego dla początkującej studentki oznaczał koniec edukacji. Studiowanie z jednoczesnym przewijaniem, karmieniem i wychowywaniem niemowlęcia wydawało się niemożliwe do pogodzenia. Tym bardziej, jeśli przyszła matka dostała się na uczelnię daleko od stron rodzinnych, ojciec dziecka nagle się ulotnił, a jedynym źródłem utrzymania pozostawało skromne kieszonkowe.
Dla takiej dziewczyny urodzenie dziecka na studiach wiązało się z przerwaniem studiów, powrotem do domu rodziców i złapaniem pierwszej lepszej pracy. Wiele wybitnie utalentowanych kobiet nie skończyło studiów właśnie z powodu nieplanowanej ciąży i braku oparcia w partnerze. Nawet jeśli zakładały powrót na uczelnię, to znowu okazywało się, że pogodzenie obowiązków matki z obowiązkami studentki jest trudne. Bo rektor niechętnie patrzy na studentkę, która co godzinę musi odciągać pokarm, bo na większości wykładów obecność maluchów w wózkach jest wykluczona, bo wynajęcie niani jest zbyt dużym wydatkiem.

Na szczęście dzisiaj podejście wykładowców do matek-studentek i studentek do macierzyństwa zmieniło się diametralnie. Już mało kogo dziwi obecność na zajęciach ciężarnych czy widok nosidełek z niemowlęciem. Jak na razie jednak większy liberalizm panuje na uczelniach prywatnych. Na państwowych, studentki karmiące niemowlęta na korytarzu wciąż mogą spotkać się z pewną krytyką. Tak czy inaczej w podejściu obu stron zmieniło się wiele.

Poród na dziekance

Nie wystarczy mieć dziecko, żeby przejść na urlop macierzyński czy wychowawczy. Potrzebne jest jeszcze stałe zatrudnienie. A większość studentek, zwłaszcza ze studiów dziennych co najwyżej pracuje dorywczo. To za mało, żeby dostać urlop, czy chociażby zasiłek macierzyński. Studentkom przysługuje jedynie urlop dziekański. W tym celu muszą złożyć odpowiednie podanie do dziekana uczelni. Urlop można otrzymać na okres dwunastu miesięcy. Przyczyny mogą być różne – problemy ze zdrowiem, sprawy osobiste czy właśnie urodzenie dziecka. Podczas dziekanki, studentka cały czas jest ubezpieczona i może korzystać z bezpłatnej pomocy lekarskiej. To ważne, ponieważ koszty związane z samym porodem przewyższają możliwości finansowe osób bezrobotnych. Jednocześnie trzeba się jednak liczyć z utratą stypendium czy zapomogi. Podczas urlopu dziekańskiego taka forma pomocy bowiem nie przysługuje.

Coraz częściej zdarza się, jednak, że studia trzeba zawiesić już na początku ciąży. Bo np. jest zagrożona. Co wtedy robić? Jeśli studentka od razu zdecyduje się na urlop dziekański, to musi liczyć się z tym, że po porodzie zostanie jej zaledwie kilka miesięcy na opiekę nad dzieckiem. Zwolnienie lekarskie również niczego nie da, ponieważ po jego zakończeniu, trzeba będzie zdać zaległe egzaminy i nadążyć za programem. Rozwiązaniem jest indywidualny tok studiów.
Zgody, podobnie jak w przypadku urlopu udziela dziekan. Studentka musi wskazać osobę z uczelni na swojego opiekuna oraz zaproponować program. Niestety, według regulaminu uczelni, podanie o indywidualny tok nauczania należy złożyć jeszcze w maju, czyli na cztery miesiące przed rozpoczęciem roku akademickiego. Jeżeli w ciążę zajdzie na przykład w lipcu, to władze uczelni mogą na indywidualne nauczanie się nie zgodzić.

Dziecko na studiach nie musi być dla młodych rodziców problemem, wystarczy mieć do tego odpowiednie podejście. Warto prosić o pomoc i szukać nowych rozwiązań ułatwiających opiekę nad dzieckiem. Jedno jest pewne, nie warto rzucać studiów – można po prostu ukończyć je w późniejszym czasie.