Eurostudent

Ekstremalny piechur z WSL!

Ryzykant? Człowiek drogi? Poszukiwacz przygód? Określenia te – choć słuszne – nie oddają w pełni charakteru Przemka. Sam mówi o sobie: „wszędzie mnie pełno, ale nigdzie za wiele”. Zapalony survivalowiec, harcerz, miłośnik puszczaństwa, wspinaczki, spadochroniarstwa i turystyki. Przemysław Kubiak – na co dzień student Eurologistyki oraz Inżynierii Systemów Logistycznych w Wyższej Szkole Logistyki – półtora roku temu ustanowił nieoficjalny, letni rekord Polski w pieszym przejściu wybrzeża Morza Bałtyckiego od Świnoujścia do Helu, teraz planuje pokonać ten sam dystans zimą o jeden dzień krócej od zimowego rekordu ustanowionego przez Maćka Moskwę 11 lat temu wynoszącego wtedy 8 dni.

Początek wyprawy zaplanowany jest na 28 lutego. Dystans do pokonania to około
400km. Tym razem Przemek nie będzie wędrował sam. Dołączył do niego Łukasz Bogdali. Chłopacy mają ze sobą wiele wspólnego: oboje mieszkają w Pleszewie, od lat działają w Związku Harcerstwa Polskiego, łączy ich pasja do wędrówek, lubią wyzwania i dlatego już dzisiaj planują kolejne wyprawy.

 

– Stworzyliśmy projekt „Idziemy”. Naszym pierwszym wyzwaniem jest ustanowienie nowego rekordu Polski w czasie przejścia wybrzeża morza Bałtyckiego zimą – mówi Przemek Kubiak. – Docelowo Projekt „Idziemy” chcemy poszerzyć o kolejne nietypowe wyprawy, ustanawiając i bijąc równie niebywałe rekordy, takie jak rekord w czasie zdobycia Korony Gór Polski, wyprawa wzdłuż granic Polski oraz wędrówka dookoła Bałtyku – wymienia. 

 

Jak sami mówią: „Wędrówka towarzyszy nam w życiu od lat. Poprzez sport, rozrywkę, lub po prostu, jako oderwanie się od codzienności. Tym razem będzie to połączenie wszystkich tych aktywności.” 

 

Przemek i Łukasz od zawsze zaangażowani byli w propagowanie idei wędrownictwa w Pleszewie. Jego reaktywacja nastąpiła w 2003 roku. Łukasz Bogdali był pierwszą osobą w pleszewskim hufcu, która otrzymała naramiennik wędrowniczy. Pełnił też funkcję namiestnika wędrowniczego w Komendzie Hufca Pleszew. Obecnie funkcję tę pełni Przemysław Kubiak, który już od kilku lat promuje ideę poprzez integrację środowisk wędrowniczych południowej Wielkopolski, inicjowanie przedsięwzięć oraz inspirowanie młodych ludzi.

 

 – W metodyce jednym ze sposobów samorozwoju i hartowania ducha jest przedsięwzięcie zwane wyczynem. Wyczyn to zadanie, które każdy według własnych potrzeb i sumienia ustala sobie sam, aby pokonywać swoje słabości, sprawdzać swoje możliwości i podnosić sobie poprzeczkę – mówi Przemek, który swojego pierwszego wyczynu dokonał w sierpniu 2009 roku.

 

– Trasa biegła od Świnoujścia po Hel. 350 km długości linii brzegowej, 400km – doliczając omijanie portów i wejścia w głąb lądu po zakup żywności i wody. Wyruszyłem 3 sierpnia, do celu dotarłem sześć dni później. Było to najszybsze zgłoszone przejście wybrzeża. Ustanowiłem tym samym nieoficjalny rekord Polski, dotychczas niepobity – wyjaśnia student WSL.


Na trasie nie było łatwo. – Spałem na plaży, czasem pod łódką WOPRu, innym razem na wieży WOPR. W pierwszym dniu wędrówki pokonałem około 40km boso, natomiast w ostatnim maszerowałem nieprzerwanie przez około 34 godziny (dystans około 90 km), od godziny 6 rano do godziny 16 następnego dnia. Wyprawę sam organizowałem i finansowałem. Cała podróż kosztowała mnie 120 złotych – dodaje zadowolony.

 

Przemek nie ukrywa, że taka wyprawa to niezły sprawdzian umiejętności logistycznych.

– Po pierwsze trzeba zaplanować trasę – rozkład sił, tempo marszu, miejsca odpoczynku i posiłków. Po drugie: zapasy wody. Codziennie wieczorem kupowałem pięciolitrowy baniak wody. Dlatego wieczorem, że wówczas nie musiałem nieść go zbyt długo. Połowa zapasu starczała na ugotowanie herbaty wieczorem i rano, pranie (często rzeczy suszyłem w trakcie wędrówki zawieszając je na plecaku) i mycie. Resztę wody zostawało mi na następny dzień. 2 litry wkładałem do plecaka, 0,5 litra do bocznej kieszeni z ułatwionym dostępem, tak żeby nie ściągać plecaka podczas marszu za każdym razem kiedy będę chciał się napić – wyjaśnia student WSL. – Następnie trzeba zaplanować nocleg. W poprzednią podróż zabrałem brezentowa plandekę o wymiarach 2/3m. Chroniła mnie przed wilgocią od podłoża, a w czasie deszczowych lub wietrznych dni nakrywałem się nią. Przygotowując się do marszu nie można oczywiście zapomnieć o sprzęcie. W tym aspekcie kieruję się całkowitym minimalizmem. Nawet szczoteczkę do zębów skróciłem do 5cm długości – śmieje się Przemek.

 

Podczas takiej wyprawy przydaje się wieloletnie doświadczenie harcerskie i survivalowe. – Przez te kilka dni korzystam ze wszystkiego co jest dostępne. Na przykład jem małe, świeże ryby wyrzucane wcześnie rano na brzeg, a pokonywane odległości sprawdzam na mapie za pomocą sznurka z pętelkami, dzięki temu szybko określam przebyty dystans – zdradza. – Nawet podczas przygotowania posiłków, wiele czynności wykonuję równocześnie dla skrócenia czasu. Rozpalam ogień, gotuję wodę, smażę albo piekę jakiś posiłek, w międzyczasie szukam materiału i miejsca na posłanie oraz rozbijam plandekę. Potem jem, patrzę na mapę, planuję następny dzień, a wyprane ubrania suszę nad ogniem – dodaje.

Czym różni się tegoroczna, zimowa wyprawa od tej przeprowadzonej w sierpniu 2009 roku? – Z pewnością niesie za sobą nowe wyzwania i trudności. Silne wiatry, mróz, opady śniegu i deszczu, a do tego brak lub ograniczenie naturalnych źródeł pożywienia – wymienia Przemek. – Co za tym idzie musimy zabrać ze sobą większą ilość sprzętu i ciepłych ubrań, zadbać o zabezpieczenie noclegu i pożywienia. Do tego dochodzi kwestia spakowania tego wszystkiego w plecak, który nie będzie udręką podczas wędrówki – dodaje.