Eurostudent

Grywałem na parafiach

Na co dzień pracuje jako lekarz. W wolnych chwilach koncertuje z Elektrycznymi Gitarami. Zespół obchodzi właśnie 20. urodziny. Z tej okazji do sklepów trafił koncertowy album Elektrycznych Gitar Antena.

Cofnijmy się w czasie. Określa Pan siebie jako studenta „minimalnego”.

Owszem (śmiech). Takim, który myśli tylko o tym, aby przejść z roku na rok.

Poza nauką liczyła się już muzyka?

Tak, studiowałem medycynę w latach 1980–86. To był decydujący okres dla mnie, jak i dla większości osób. Przypadł na okres, kiedy zmieniały się losy Polski. Wydarzenia sierpniowe, fale strajków i stan wojenny. Akurat trwała próba reanimacji kulturalnego życia studenckiego.

W takich okolicznościach Pan debiutował na scenie?

Dokładnie podczas strajków okupacyjnych. To były wbrew pozorom „przyjemne” okoliczności. Ludzie siedzieli i czekali, aż coś się wydarzy. Taka widownia była bardzo wdzięczna. Wyczekiwano na życie kulturalne. Przypomnę, że istniała cenzura. Teraz nie ma tego dreszczyku emocji. Ta epoka się skończyła. Pierwszy występ miałem na uczelni w Warszawie. Solo z gitarą. Nawet się nie denerwowałem. Widownia po prostu czekała na cokolwiek, każdy był chętnie przyjmowany. Grywałem też po mieszkaniach prywatnych i na parafiach, które były ośrodkami życia kulturalnego.

Jak wtedy wyglądały juwenalia?

Teraz obchodzone są bardziej hucznie. My się tak nie bawiliśmy, były bardziej kameralne imprezy, pojawiały się problemy z urządzaniem tych większych. Generalnie więcej działo się w małych grupach, na prywatnych spotkaniach.

Minęło ćwierć wieku, w międzyczasie rozpoczęła się kariera Elektrycznych Gitar, które obchodzą 20. urodziny. Czegoś Pan żałuje?

Na pewno tego, że się tak wolno uczyłem estrady i praw, które panują na rynku muzycznym. Ale człowiek uczy się całe życie. Teraz wiem, jakie utwory promować, jak je dobierać, jak postępować w studiu. Z oporami się tego uczyłem. Wydawało mi się, że trzeba być sobą, a jednak w zespole bycie sobą trzeba ograniczyć, bo najważniejsza jest grupa.

Najlepiej zapamiętany koncert z okresu tych 20 lat…

Najbardziej zapadł mi w pamięć występ, który miał miejsce w 1992 roku w hali krakowskiej Korony. Nagle z dnia na dzień okazało się, że zespół jest popularny. Wcześniej było mozolne przebijanie się i nagle któregoś dnia sytuacja zmieniła się diametralnie. Na koncert przyszło kilka tysięcy osób, z czego sporo musiało zostać na zewnątrz z powodu braku miejsca. Wtedy zrozumiałem, że albo coś mi się wymknęło spod kontroli albo należy patrzeć realniej na muzykowanie (śmiech). To już nie było pisanie do szuflady. Miło wspominam koncerty w miejscach, na których mi zależało, jak warszawskie nieistniejące już Akwarium czy występy za oceanem, w USA. Ale ten krakowski koncert zostanie numerem jeden.

A najlepsza płyta w historii Elektrycznych Gitar?

Najbardziej lubię ostatnią Atomistykę. Jest bardzo świadomie zrobiona. Piosenki są nowe, nie wypromowane, ale najbardziej panowałem nad tym albumem.

Na jubileusz przygotowaliście płytę koncertową.

Tak. Pretekstem jest nasze 20-lecie, choć rocznica nie jest ściśle określona. Trudno precyzyjnie stwierdzić, kiedy te urodziny miały miejsce. Album Antena zawiera nagrania zarejestrowane w trakcie występów w rozgłośniach regionalnych Polskiego Radia. Podczas tych koncertów wystąpili specjalni goście m.in. Małgorzata Walewska, Jacek Kleyff, Mirosław „Zacier” Jędras oraz sekcja dęta formacji Daab. Płyta zawiera największe przeboje Elektrycznych Gitar. Gra z nami nowy, szósty członek zespołu – Jacek Wąsowski.

Planujecie jubileuszową trasę koncertową?

Zagramy trochę koncertów wiosną i latem. Szczegóły znajdziecie na naszej stronie internetowej.

Czego życzyć Elektrycznym Gitarom z okazji 20 urodzin?

Kolejnych 20 lat! (śmiech)

Zatem wszystkiego dobrego!

Rozmawiał Bartek Borowicz