Eurostudent

Highly Sensitive People

Co powoduje, że niektórzy ludzie nie potrafią poradzić sobie ze zbyt dużą ilością bodźców do nich docierających?

Pojęcie Highly Sensitive People (ludzie nadwrażliwi) zaczęło funkcjonować w świadomości społecznej pod koniec XX wieku. Czy to znaczy, że wcześniej wrażliwość ludzka nie była aż tak duża, czy może czynniki, które ją wywołały nie były aż tak mocne? Co powoduje, że niektórzy ludzie nie potrafią poradzić sobie ze zbyt dużą ilością bodźców do nich docierających, a inni dopiero w takich sytuacjach zaczynają czuć, że żyją?
 
Dopiero w latach 90. XX wieku zrodziła się w ludziach świadomość, że każdy człowiek ma różny poziom wrażliwości na bodźce zewnętrzne, a nadwrażliwość na niektóre z nich może powodować u wybranych osób przykre dolegliwości i odczucia. Przyczyniła się do tego książka Elanie Aron The Highly Sensitive Person, w której badaczka opisuje swoje spostrzeżenia na temat osób nadwrażliwych na działanie czynników zewnętrznych, tj. hałas, zbyt jaskrawe światło czy stres. Krok dalej poszedł amerykański doktor psychologii Ted Teff, który zajął się nie tylko obserwacją ludzi nadwrażliwych, ale również niesieniem im pomocy. W swojej książce Być nadwrażliwym i przetrwać, zamieścił szereg porad na temat tego, w jaki sposób ludzie o szczególnej wrażliwości mogą ułatwić sobie funkcjonowanie we współczesnym świecie, pełnym kakofonii dźwięków, barw i emocji. Za Highly Sensitive People badacz uważa ludzi, których przytłacza hałas, tłum, presja czasu, szczególnie wrażliwych na ból, działanie kofeiny czy osoby źle znoszące jakiekolwiek zmiany w ich życiu.
 
Nadwrażliwi a praca
Problemy osób nadwrażliwych wynikają w bezpośredni sposób z życia pod presją czasu, w środowisku, w którym największą zaletą jest ciągły rozwój, rywalizacja i dążenie do nowych celów. Bardzo często zdarza się jednak tak, że osoby o wrażliwości wyższej niż przeciętna, chcące poddać się tym regułom, zupełnie sobie z nimi nie radzą. Przepłacają to często zdrowiem fizycznym, nadmierną nerwowością oraz zaniżoną samooceną. Ta ostatnia wynika z tego, że osoby te czują, że ciągle nie potrafią sprostać narzucanym im w życiu zawodowym i prywatnym celom. Przez ciągłą presję, którą odczuwają z coraz mniejszą efektywnością wykonują obowiązki im powierzone i bardzo często postrzegani są jako osoby powolne, nerwowe i mało efektywne. Taka etykietka coraz bardziej pogłębia natomiast ich niską samoocenę i może spowodować, że nawet najprostsze zadanie będzie im się wydawało niemożliwym do wykonania. Poza tym ludzie nadwrażliwi nie lubią czuć się obserwowani, a każdy przejaw śledzenia postępów w wykonywanej przez nich pracy, traktują jako atak na ich osobą. Według Teda Zeffa aż 98% badanych przez niego osób nadwrażliwych deklarowało, że życie w ciągłym stresie niekorzystnie wpłynęło na ich samopoczucie fizyczne i emocjonalne.
 
Każdy jest inny
Zgodnie z obserwacjami Teda Zeffa każdy człowiek inaczej reaguje na stres oraz na pracę pod presją czasu. Tylko od stopnia wrażliwości zależy to, w jaki sposób odczytuje się pewne sygnały i jak na nie reaguje. Joanna Kowalik ma 22 lata. Przez 9 miesięcy pracowała w jednej z największych firm medialnych w Polsce. W dniu, w którym zrezygnowała z pracy była wycieńczona fizycznie i psychicznie i nie widziała innego wyjścia z sytuacji. – Zawsze marzyłam o pracy w mediach – mówi. – Gdy dostałam propozycję pracy dziennikarza pomyślałam, że wreszcie spełniają się moje marzenia i że zrobię wszystko, aby osiągnąć w tej pracy jak najwięcej. Po miesiącu pracy poczułam jednak, że praca wymaga ode mnie zbyt wielu poświęceń. Pracowałam siedem dni w tygodniu i cały czas czułam się przez kogoś obserwowana. Coraz częściej zostawałam po godzinach i po kolejnych kilku miesiącach stwierdziłam, że właściwie nie znam już nawet celu swojej pracy. Czułam się jak niewolnik, który nie ma czasu na nic innego poza pracą. Początkowo motywacją do dalszych sukcesów miały być względy finansowe – opowiada Joanna. – W pewnym momencie stwierdziłam jednak, że pieniędzy, które zarabiam nawet nie mam czasu wydawać. Zrezygnowałam. Byłam wtedy jednak na granicy załamania nerwowego. Bez powodu się denerwowałam, czułam drżenie rąk i nawet w snach byłam w pracy. Po krótkim czasie Joanna znalazła nową pracę, w której spędza mniej czasu, a resztę dnia poświęca swojej pasji, jaką jest taniec.
 
Nie jestem sam…
Robert Wilk był w podobnej sytuacji. Przez cztery lata pracował w firmie korporacyjnej. Zaczynał od najniższego stanowiska, a gdy rezygnował z pracy był na stanowisku kierowniczym. – W pracy przytłaczało mnie przedmiotowe traktowanie, ale również to, że cały czas wydawało mi się, że jestem w moich odczuciach zupełnie odosobniony. Myślałem, że jest ze mną coś nie tak, że nie pasuję do tego miejsca. Moje obawy były jednak większe, myślałem, że nie znajdę innego miejsca pracy, skoro nie potrafię poddać się określonym regułom – mówi. – Przez ostatni rok coraz częściej brałem zwolnienia lekarskie w sytuacjach, w których nie potrafiłem sobie poradzić. Wpływało to na jakość mojej pracy, ale również na moje samopoczucie. Robert pracuje obecnie w małej firmie w branży turystycznej, robi to, co lubi i co równocześnie jest jego pasją. Według obserwacji Teda Zeffa wynika, że poczucie osamotnienia w przypadku osób nadwrażliwych zdarza się dużo częściej niż wydawało się Robertowi. Ludzi określanych jako Highly Sensitive People charakteryzuje bowiem perfekcjonizm i sumienność w wykonywaniu powierzanych im zadań, ale również zaniżone poczucie własnej wartości. Poza tym niewiele osób nadwrażliwych wie, że ludzie tacy jak oni, stanowią aż 15–20% populacji.
 
Ludzie, którzy czują, że ich wrażliwość na świat jest wyższa niż przeciętna powinni postarać się jak najlepiej rozpoznać czynniki, które mają na nich negatywny wpływ i dezorganizują ich życie. Pozwoli im to na wymyślenie indywidualnego sposobu na poradzenie sobie z nimi, a przynajmniej na ograniczenie ich wpływu. Każda metoda jest dobra, pod warunkiem, że w danych okolicznościach przyniesie im ulgę. Mogą to być drobne przyjemności, które umilą im życie, więcej wolnego czasu czy wyciszanie umysłu dzięki medytacji. Ważne, aby było to coś, co sprawi im nie tylko radość, ale również coś, co spowoduje, że poczują się wyjątkowi i pozwoli docenić siebie.
Dobromiła Lis