Eurostudent

Im trudniej tym lepiej – wywiad z Mateuszem Damięckim

O studiach, nowym filmie i serialowych doświadczeniach rozmawiamy z Mateuszem Damięckim.

Wkrótce pojawisz się na dużym ekranie jako odtwórca głównej roli w filmie Krótka histeria czasu Dominika Matwiejczyka (zdobywcy tegorocznego Grand Prix Konkursu Polskiego Kina Niezależnego). Jak to się stało, iż zagrałeś jedną z głównych ról w tym filmie?

Mateusz Damięcki: Bardzo się cieszę, że dostałem propozycję od Dominika. A jak to się wszystko zaczęło? Skontaktował się pewnego dnia ze mną, potem się spotkaliśmy w telewizji, obejrzałem jego dotychczasowe filmy, przeczytałem scenariusze… No i pożyczył mi złotówkę na metro, bo akurat mi zabrakło. Kiedy zapytał, czy nie zagrałbym w jego filmie, nie mogłem się nie zgodzić – byłem mu to winien!

Czy łatwo było ci się odnaleźć w roli Tomka – studenta fizyki?

Dobre pytanie, zwłaszcza że moja postać przenosi się w czasie. A jeśli chodzi o stopień trudności, to jak wiadomo dla aktora: im trudniej, tym lepiej. Atrakcyjność scenariusza Dominika polega na tym, że umieszcza on dosyć zwykłych ludzi w dziwnych, niedorzecznych wręcz sytuacjach. Dlatego muszę powiedzieć, że z Tomkiem nie miałem większych kłopotów, schody zaczęły się pojawiać dopiero wtedy, kiedy Dominik umieścił go w wehikule czasu.

Pojawienie się na dużym ekranie wiąże się ze wzrostem popularności. Obecnie jesteś już bardzo znany – z Przedwiośnia i z popularnego serialu Egzamin z życia. Czy nie obawiasz się bycia jeszcze bardziej rozpoznawanym? Czy popularność cię nie męczy?

Ja się niczego nie obawiam.

Jesteś także aktorem teatralnym, od 2004 roku związanym z zespołem Teatru Współczesnego w Warszawie. W jakie role wcielasz się najchętniej? O jakiej roli marzysz?

Do tej pory wcieliłem się w jedną, nie bez przyjemności, aczkolwiek moje chęci nie miały tu nic do gadania. A o jakiej roli marzę? Nie marzę o roli, marzę o tym, żeby spotykać reżyserów, przy których nawet praca nad nijakimi rolami stanie się niezapomniana.

Są aktorzy, którzy twierdzą, iż nigdy nie zagrają w serialu. Jak było w twoim przypadku? Czego uczy gra w Egzaminie z życia? Dlaczego zdecydowałeś się pojawić w tym serialu?

Serial Egzamin z życia to dobry serial! Gdybym sam wyraził podobną opinię, mógłbym zostać posądzony o nieskromność, ponieważ gram w tej produkcji. To jednak nie moje zdanie, a ludzi, którzy oglądają nasze zmagania. Myślę, że jego podstawowym atutem jest szeroko pojmowana filmowość – począwszy od scenariusza, na sposobie fotografowania skończywszy. Wydaje mi się, że taki sposób produkowania naszego serialu gwarantuje oryginalność, zwłaszcza dziś. Aktualnie na polskim rynku telewizyjnym możemy dostrzec ponad 30 tasiemców. Mam głębokie przeświadczenie, że Egzamin… to serial wyróżniający się. A czego się tam uczę? Tekstu. A tak na poważnie, wszystko, co nowe, wymaga nauki. Ten serial stawia często trudne zadania, niejednokrotnie czysto techniczne, wydawało by się prozaiczne, na przykład jazda samochodem po zatłoczonej Warszawie z dwiema kamerami przyczepionymi do maski. Ale nie tylko to. Również moja postać ewoluuje, styka się z coraz trudniejszymi problemami.

Ukończyłeś Akademię Teatralną im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Niedawno się obroniłeś. Jak wspominasz ten najważniejszy studencki egzamin?

Byłem bardzo zdenerwowany przed wejściem na egzamin. W środku przypomniałem sobie jednak, że na temat Petersburga, o którym pisałem, mam naprawdę dużo do powiedzenia. I udało się, na piątkę!

Czy trudno było połączyć życie aktora i studenta? Miałeś czas na życie studenckie?

Przez pierwszy rok studiów żyłem Przedwiośniem – zdjęcia, dokrętki, premiera, promocje, wyjazdy, wywiady, itd. Na drugim roku zagrałem w Kordianie Adama Hanuszkiewicza w Teatrze Nowym – pół roku wyjęte z życia, i to nie tylko tego studenckiego. W szkole najprzyjemniej wspominam trzeci rok, kiedy z przyjaciółmi z roku ,Modestem Rucińskim i Magdą Różdżką, wymyślaliśmy różne dziwne rzeczy. Było śmiesznie, mało się spało, dużo pracowało.

Teraz po skończeniu studiów masz zapewne więcej czasu – jaki masz zatem plany?

Czasu nie jest wcale więcej. A plany – byle do przodu!
 
Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Grażyna Jancik