Eurostudent

Portal dla studentów - kariera, praktyki, staże, praca, studia, rozrywka, konkursy. Magazyn Eurostudent

Jak się bawić to na całego – ale gdzie?

Japonia większości Polaków kojarzy się raczej z ludźmi pracującymi za dużo i stanowczo zbyt intensywnie, niż z atmosferą zabawy i świętowania. Nie jest to ocena sprawiedliwa.

Co prawda na co dzień Japończycy pracują długo i z pełnym zaangażowaniem, nie znaczy to jednak, że nie potrafią świętować. Wręcz przeciwnie, kiedy już trafia się jedna z nielicznych w ciągu roku okazji na chwilę odpoczynku i złapanie oddechu – łapią ten oddech pełną piersią.

 

Złoty tydzień i srebrny tydzień

 

     W większości japońskich firm pracownikom przysługuje tylko sześć dni płatnego urlopu. Jednak jeśli doliczy się dni ustawowo wolne od pracy, to wolnego w sumie zbierze się prawie miesiąc. Nie tyle więc dni wolnych nie ma, co są ale z rozdzielnika w znanych z góry terminach. W zasadzie (z wyjątkiem czerwca i sierpnia) w każdym miesiącu wypada przynajmniej jeden dzień ustawowo wolny od pracy. Dzięki temu Japonia jest krajem nie tyle długich świąt, co raczej „długich weekendów” i do tego występujących ze stałym natężeniem w długoletniej perspektywie. Niby drobiazg, a znaczenie dla gospodarki kraju ogromne. Od tej reguły są jednak w ciągu roku dwa wyjątki, kiedy krótko po sobie następuje kilka dni świątecznych. Mądrze gospodarując w tym czasie swoim skromnym urlopem dwukrotnie w ciągu roku można zapewnić sobie mniej więcej 10-dniowe wakacje.

     Pierwsze dłuższe wolne przypada na przełomie kwietnia i maja. Ustawowo wolne od pracy są 29 kwietnia oraz 3,4 i 5 maja. Jeśli któreś z tych świąt wypada w dzień wolny od pracy, to na mocy prawa najbliższy dzień roboczy jest również wolny. Dzięki tej prostej regule niezależnie od tego jak się w danym roku ułożą te święta na tle dni tygodnia zawsze wzięcie 2 dni urlopu gwarantuje co najmniej dziesięciodniowe wakacje. Okres ten Japończycy nazywają potocznie „złotym tygodniem” i powszechnie wykorzystują na organizację wypoczynku. Niestety wraz z wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami, czyli wielokilometrowymi korkami na drogach, zapchanymi shinkansenami i tłumami w każdym mieście turystycznym. Takie są właśnie efekty organizowania 120-milionowemu narodowi wspólnych wakacji w ciągu jednego tygodnia.

     Na tych którzy nie wykorzystają wcześniej całego urlopu, czeka w ciągu roku jeszcze druga okazja, kiedy to we wrześniu wolne są 20 i 23 z zachowaniem reguły dodatkowego dnia wolnego, jeśli któreś z tych świąt wypadnie w dzień wolny od pracy. Nie jest to może dużo, ale jeśli ktoś ma wolne weekendy (a trochę Japończyków ma), to znowu kosztem połowy urlopu (3 dni) można sobie zorganizować 9-dniowe wolne. Poprzez analogię do początku maja czas ten nazywany jest „srebrnym tygodniem” i traktowany powszechnie jako okazja do wypoczynku w nieco mniejszym ścisku niż to miało miejsce w maju.

 

Hanami i Momidżi

 

     Jednym z głównych elementów japońskiej kultury pracy jest praca po godzinach, a ilość nadgodzin nie jest w żaden sposób limitowana przez prawo pracy. Skutkuje to tym, że japońscy pracownicy siedzą w pracy bardzo długo, czekając który z nich nie wytrzyma i pierwszy pójdzie do domu (a wkrótce po nim cała reszta). Są jednak w roku dwa takie wyjątkowe okresy kiedy na krótko japoński zapał do pracy ponadnormatywnej nieco przygasa i ludzie starają się wracać do domu jeszcze za dnia, aby móc się rozkoszować pięknem japońskiej przyrody. Tak się dzieje w okresie kwitnienia wiśni (hanami) oraz późną jesienią (momidżi) kiedy jednocześnie żółcą się liście drzew ginko (miłorząb japoński) i czerwienią liście drzew momidżi (klon japoński) od których cała pora roku wzięła swoją nazwę.

     Jesienny zachwyt nad pięknem ojczystej przyrody jest w wykonaniu Japończyków stonowany i pełen pogodnej zadumy, przez co ta pora roku najbardziej przypomina mi tutaj to co mamy w Polsce czyli naszą złotą jesień (tyle że trochę bardziej czerwoną dzięki wspomnianym klonom japońskim). Natomiast to co dzieje się w Japonii wiosną w okresie kwitnienia wiśni wyczerpuje wszelkie symptomy zbiorowego szaleństwa.

     Po pierwsze muszę wspomnieć o tym, że drzew wiśni na owoce w Japonii praktycznie się nie uprawia, a kwiatowe odmiany sadzone w parkach i przy ulicach osiągają rozmiary polskich lip i buków. Po drugie wczesną wiosną jednym z najważniejszych newsów w telewizji są (podawane codziennie) prognozy dat rozpoczęcia i maksymalnej intensywności kwitnienia wiśni w różnych rejonach kraju. Ba!, dla prawdziwych maniaków gotowych poświęcić cały swój skromny urlop, biura podróży organizują dziesięciodniowe turnee od Kiusiu po Hokkaido podążające z południa na północ za falą maksymalnego kwitnienia wiśni.

     Świętowanie hanami nie polega bynajmniej jedynie na podziwianiu niezaprzeczalnego piękna kwiatów japońskich drzew wiśniowych. Wzrokowej degustacji piękna rozkwitającej przyrody towarzyszy jak najbardziej fizyczna degustacja japońskiej sake oraz piknikowych zakąsek, których japońska kuchnia oferuje naprawdę bogaty wybór. Ponieważ jednak w danym miejscu hanami trwa stosunkowo krótko (krócej niż dwa tygodnie) a chętnych do świętowania jest wielu, w dużych japońskich miastach występuje bardzo ciekawe zjawisko. Mianowicie w typowym japońskim biurze szef ustala dzień w czasie hanami kiedy cała załoga po godzinach pracy uda się na świętowanie hanami w pobliskim parku lub innym miejscu obfitującym w kwitnące wiśnie i publicznie dostępnym. Ponieważ konkurencja jest duża istnieje realne niebezpieczeństwo, że wszystkie miejsca pod drzewami będą zajęte. Dlatego też szef wyznacza „delegata”, który wczesnym rankiem wyznaczonego dnia udaje się na miejsce świętowania i starając się wyprzedzić innych „delegatów” usiłuje zająć jak najlepsze miejsce poprzez rozłożenie charakterystycznej błękitnej folii z worków na śmieci i ogrodzenie zdobytego terenu remontową taśmą. Potem pozostaje mu już tylko spokojnie usiąść pośrodku opanowanego obszaru i w rześkiej temperaturze oscylującej w okolicy dziesięciu stopni Celsjusza, czekać do późnego popołudnia na szefa i kolegów z pracy. Podobno bycie takim „delegatem” to wielki zaszczyt.

 

Matsuri

 

     Japonia jest jednym z niewielu krajów na świecie gdzie do kultywowania starych zwyczajów i tradycji naprawdę nie trzeba nikogo zmuszać. Z pewnością wpływ na to ma fakt, że zwyczajów tych panuje tu ogromna różnorodność i każdy coś miłego swojemu sercu może wybrać. Ponadto podczas ogromnej większości lokalnych świąt religijnych (zbiorczo nazywanych matsuri) odbywają się pochody i festyny, co wprowadza ludzi w radosny odpustowy nastrój. Pochody te są najważniejszym elementem matsuri, gdyż uczestniczą w nich bogato zdobione mobilne ołtarzyki wyprowadzane na tę okazję z shintoistycznych świątyń. Pod wieczór najczęściej odbywają się pokazy ogni sztucznych, który to zwyczaj ma bardzo długą i ugruntowaną tradycję, gdyż w Japonii w dawnych czasach sztucznym ogniom przypisywano właściwość odpędzania złych mocy.

     Tak jak wcześniej pisałem, japońska kuchnia wykreowała na przestrzeni wieków wiele bardzo smacznych przekąsek, łatwych do przyrządzenia w warunkach polowych. Niby drobiazg, ale dzięki niemu towarzyszące matsuri festyny przestają być tylko miejscem wciskania dzieciakom plastikowego kiczu zalegającego na co dzień półki w sklepach zabawkarskich. Jeśli dane matsuri wypada latem (a wypada często) na festyny te można się wybrać ubranym w tradycyjny letni strój yukata i wachlując się nieodłącznym yukacie wachlarzem uchiwa, zajadać się smakołykami o wyjątkowym i niepowtarzalnym smaku. Wrażenie jest naprawdę niezapomniane.

 

Hanabi

 

     Jak już wspomniałem, żadna duża impreza nie może się w Japonii obyć bez hanabi czyli ogni sztucznych. Japoński przemysł wytwarzający ognie sztuczne należy do największych na świecie, a na obszarze całego kraju odbywa się od lipca do września około 15 kilkugodzinnych pokazów, podczas których producenci prezentują swoje najnowsze pomysły i konstrukcje. Jako stały bywalec krakowskich Wianków uważam się za osobę nieco zorientowaną w temacie i muszę powiedzieć, że japońska różnorodność typów ogni sztucznych każdego kalibru zapiera dech w piersiach. Poza tym bycie producentem ogni sztucznych w Japonii to raczej pewny biznes. Ze względu na znaczenie symboliczne i religijne, bez stosownego pokazu nie może się obyć żadne otwarcie nowego dużego sklepu, oddziału firmy czy opisane wcześniej matsuri, więc klientów ma się przez cały rok jeśli tylko uznają że warto przyjść akurat do tej firmy, a nie do konkurencji. No i stąd się właśnie wzięło tych 15 plenerowych konkursów.

 

     Jakby na to wszystko nie patrzeć, Japończycy wcale nie mają aż tak mało okazji do zabawy jak to się powszechnie w Polsce uważa. A że na co dzień siedzą długo w pracy i do pracy się przykładają? No cóż, dzięki temu intensywniej czują wolny czas i mają na jego spędzanie więcej pieniędzy.

 

Wojciech Warkocki