Eurostudent

Portal dla studentów - kariera, praktyki, staże, praca, studia, rozrywka, konkursy. Magazyn Eurostudent

Monade „Monstre Cosmique” (Sonic Records)

Monade to oczywiście – po naszemu – monada. Słowo (co najmniej) dwuznaczne, które zwykło się w pierwszym rzędzie wiązać z pewną tradycją filozoficznej (z monadologią Leibniza, jakby się kto pytał).

A w tradycji tej monada to – nie wdając się w szczegóły – substancja elementarna, podstawowy składnik metafizycznej struktury wszechświata; ale też coś samotnego, pozbawionego szans skomunikowania się z czymś innym, z jakąś inną monadą.
 
Tak się wymądrzam na wstępie, bo wydaje mi się, że zrozumienie, czym jest monada, dobrze wprowadza w skupioną, minimalistyczną, ascetyczną i kontemplacyjną rzeczywistość muzyki zespołu Monade. Bo niby wszystko już było – sporo na Monstre Cosmique z avant-popowego ducha dokonań dobrze znanego Stereolabu, którego wokalistka Laetitia Sadier jest też głosem Monade, trochę z myśli muzycznej słynnej wytwórni 4AD, wydającej wszak This Mortal Coil czy Cocteau Twins, niekiedy ma się nawet wrażenie, że gdzieś tu zapodziały się echa najwcześniejszych, niepokojących nagrań Pink Floyd. Ale w sumie całość urzeka i składa się w całość niepowtarzalną. Wszystkie te zacne muzyczne filiacje zostały wygaszone, wyciszone, wplecione w urokliwą muzyczną opowieść, która każe skupiać się na każdym dźwięku. Nawet tym najcichszym – czyli na każdym, bo na Monstre Cosmique innych nie ma.
 
To muzyka dla samotnych, która ma szansę w pełni wybrzmieć wyłącznie w odosobnieniu, z dala od wszelkich innych dźwięków tego świata; i tylko w takim odosobnieniu rodzą się takie kosmiczne potwory, które nie straszą, a wabią swoją smutną innością.