Eurostudent

Przełamać rutynę – flash moby

Dokonują zbiorowej hipnozy na środku ulicy, świętują nadejście 2006 roku w… styczniu 2005, oddają pokłony butelce śmietany i próbują nawiązać kontakt z kosmitami. Szaleńcy? Sekta? Nie. Uczestnicy flash mobów!

Ćwiczenia, wykłady, piwo w pubie, kilka godzin snu. Tak wygląda życie przeciętnego studenta. No właśnie – przeciętnego, a nie o takich będzie tu mowa. Coraz więcej młodych ludzi zaczyna buntować się przeciw monotonnej rzeczywistości, w której ciężko odróżnić jeden dzień od drugiego. Jednym ze skutków tego protestu stały się flash moby.

Nikt nic nie wie

Flash mob (z ang. błyskawiczny tłum) to kilkuminutowe spotkanie ludzi, którzy postanowili w tym samym miejscu i w tym samym czasie wykonać jakąś absurdalną czynność, wywołującą zaskoczenie przypadkowych widzów. Pomysł tego typu happeningów narodził się w Stanach Zjednoczonych, a konkretnie w głowie niejakiego Billa, który w 2003 roku rozesłał do wszystkich swoich znajomych e-maila z propozycją zorganizowania nietypowej akcji w jednym z domów towarowych na Manhattanie. Tak oto pewnego dnia do sklepu Macy’s wtargnęła ponad setka namolnych klientów, domagających się dywaników miłości dla komuny. Łatwo wyobrazić sobie konsternację ekspedientów, którzy w obliczu takiej ilości potencjalnych nabywców nie mieli innego wyjścia, jak cierpliwe tłumaczyć, że w chwili obecnej nie posiadają takiego produktu w asortymencie. Gdy klienci zniknęli równie nagle, jak się pojawili, zdezorientowanym sprzedawcom pozostało tylko zadać sobie pytanie: Ale o co właściwie chodziło? I… o to chodziło.

Lawiny tłumów

Inicjatywa anonimowego Amerykanina zaowocowała lawiną flash mobów na całym świecie. W nowojorskim sklepie z zabawkami odbyły się zbiorowe modły do wypchanego dinozaura zawieszonego pod sufitem. W Denver kilkaset osób zgromadzonych na górnym piętrze domu handlowego krzyczało: ping!, na co uzyskiwało odpowiedź: pong! od ludzi zebranych na dole. W Sao Paulo setka tubylców stanęła nagle w miejscu, zdjęła po jednym bucie i waliła nim w chodnik, po czym włożyła buty z powrotem i szybko się rozbiegła. Moda na błyskawiczny tłum nie ominęła też Europy. W Madrycie grupa przechodniów nagle rzuciła się na siebie i stoczyła wielką bitwę na… poduszki. W paryskiej księgarni kilkudziesięciu mobbersów pytało tego samego dnia o książkę Pinokio – prawdziwa zemsta. Do londyńskiego rzadko uczęszczanego przez klientów sklepu nagle wbiegł tłum klientów zachwalających walory tej samej kanapy. Flash moby dotarły również do Polski…

Rozjaśnić szarość dnia

– Scena flash mobowa w naszym kraju rozpoczęła działalność pod koniec 2003 roku, czyli kilka miesięcy po debiucie w Stanach – opowiada jeden z organizatorów szybkiego tłumu ukrywający się pod pseudonimem Obe. – Wówczas powstało ugrupowanie FLOB, które stworzyło serwis koordynujący organizowanie flash mobów w całej Polsce. Akcje podejmowane są według zasady trzech jedności, czyli ten sam pomysł, ten sam dzień, ta sama godzina. Myśl o tym, że właśnie teraz, gdzieś tam ludzie w całej Polsce robią dokładnie to samo, co ty, sprawia ogromną radość i daje satysfakcję. Pomimo tego że decydujący głos ma FLOB, internauci zakładają odrębne, lokalne strony www w celu ustalenia szczegółów na temat flash mobów w ich mieście. Najbardziej imponujący dorobek ma niewątpliwie Warszawski Front Abstrakcyjny, któremu udało się zachęcić innych do stworzenia błyskawicznego tłumu ponad 20 razy. Warszawiacy wielokrotnie wprawiali przypadkową publiczność w osłupienie – grając koncert na łyżkach stołowych, próbując wydostać się zza niewidzialnej dźwiękoszczelnej ściany czy wreszcie z wielkim skupieniem obserwując nieistniejące zjawisko atmosferyczne. W Białymstoku około 70 osób równocześnie wyjęło z kieszeni banany i zaczęło rozmawiać przez nie jak przez telefon. – Ludzie mieli różne pomysły – wspomina Obe. – Dzwonili do mamy, prezydenta, kosmitów, wysyłali SMS-y. Moim zdaniem to najlepsza nasza akcja. Ale nie jedyna. Dokładnie w rocznicę pierwszego flash moba ponad 80 miast na całym świecie (także polskich) wzięło udział w globalnej akcji będącej hołdem dla prekursora – wspomnianego już Billa. Uczestnicy odwiedzali wybrane stoiska sklepowe, przy których uroczyście wręczali kasjerkom drobną sumę pieniędzy i z pełnym powagi wyrazem twarzy mówili: dzięki za dywanik miłości, był wspaniały. Obsługa sklepowa pozostała w szoku na długo po tym, jak tłum zdołał się rozbiec.

Dla siebie i dla innych

Jak twierdzą wtajemniczeni, istotą błyskawicznych tłumów jest ich… bezcelowość. Jednak Obe, zapytany o przyczyny, dla których bierze udział w akcjach, odpowiada: – Chodzi nam przede wszystkim o dobrą zabawę i okazję do oderwania się od szarej codzienności – nie tylko dla nas, ale przede wszystkim dla przechodniów, którzy w codziennym biegu wreszcie mają szansę zatrzymać się, pomyśleć, co tu się właściwie dzieje, uśmiechnąć. Taka chwila refleksji jest dla nas ważna. Można powiedzieć, że robimy to dla siebie i dla innych. Ale to nie wszystko. – Flash mob to poczucie wspólnoty – kontynuuje Obe. – Przez te kilka minut da się poczuć pewnego rodzaju więź wytworzoną między mobbersami. Szczególnie młodzi ludzie potrzebują takiego zjednoczenia. Impulsu do zrobienia czegoś razem. Niektórzy potrafią przejechać nawet kilka kilometrów z drugiego końca miasta, aby przez te kilka minut zrobić coś wspólnie. Czy bycie mobberem jest w stanie zmienić człowieka? – Oczywiście – potwierdza Obe. – Otworzyłem się na ludzi i stałem się bardziej śmiały. Wcześniej taki występ na oczach wszystkich był dla mnie nie do pomyślenia, a teraz? Zrobię to bez zawahania, nawet sam. Nie martwię się co powiedzą inni. Flash mob łamie bariery.

Kilka prostych zasad

Chociaż flash mob to przede wszystkim manifestacja wolności i radości z życia, uczestników obowiązują pewne reguły. Wiadomość o zbliżającej się akcji organizatorzy rozpowszechniają za pomocą strony internetowej lub tylko e-maila. Ma to zapobiec nadmiernemu zainteresowaniu mediów, które przybywając na miejsce happeningu z kamerami, burzą efekt zaskoczenia wśród potencjalnej publiczności. Mobbersi często zabierają na akcje swoich znajomych, jednak znakomita część amatorów błyskawicznego tłumu nie zna się osobiście. Anonimowość jest o tyle ważna, że po zakończonym flash mobie uczestnicy powinni rozbiec się na cztery strony świata i udawać, że nic się przecież nie stało. – Po tych kilkunastu akcjach wiem, kto przyjdzie, znam twarze ludzi, jednak nigdy nie zamieniłem z nimi zdania – opowiada Obe. – Oni mnie poznają, ja ich. Widzimy się na ulicy w powszedni dzień. Wydaje nam się, że się znamy, jednak naprawdę są to obce osoby. Ale podczas flash moba stają się bliskimi ludźmi, właśnie to integruje.

Happeningi organizowane są zwykle w miejscu, gdzie ruch jest regularny – dworzec, metro, centra handlowe, okolice klubów studenckich. Sęk w tym, by zaskoczyć jak największą ilość ludzi. Aby akcja się powiodła, wykonywanie czynności musi rozpocząć się z dokładnością co do sekundy. Dlatego też każdy zobowiązany jest do synchronizacji zegarka z czasem podanym na stronie internetowej. Powodzenie flash moba zależy jednak przede wszystkim od tego, na ile zachowanie uczestników zdoła przykuć uwagę i zaskoczyć przechodniów. – Pomysły rodzą się w naszych głowach, po czym trafiają na forum internetowe, gdzie wybieramy najlepsze z nich. Jeśli okazuje się, że któregoś nikt wcześniej nie wykorzystał i jest na tyle przebojowy, żeby się udać, przechodzimy do działania – wyjaśnia Spider, student Uniwersytetu Warszawskiego.

Mobbersi przywiązują też dużą wagę do tego, by nie łamać zasad porządku publicznego (i tym bardziej prawa), zatem w przypadku interwencji ochrony lub straży miejskiej ze spokojem opuszczają miejsce imprezy. Na szczęście tego typu konflikty zdarzają się rzadko. W Warszawie podczas świętowania nadejścia 2006 roku (może i trochę za wcześnie, ale liczą się przecież intencje!) do jednego z uczestników flash moba podeszło dwóch policjantów z zamiarem wypisania mandatu za picie alkoholu w miejscu publicznym. Chłopak bez wahania okazał butelkę… szampana dla dzieci. Bez śmiechu się nie obeszło.

Co dalej?

Pesymiści prognozują niedaleki koniec ery flash moba. Zwolennicy tego typu rozrywki stanowczo jednak zaprzeczają. Przez forum internetowe przewinęło się blisko tysiąc pomysłów na błyskawiczny tłum. A nawet jeśli miałyby być zaprzepaszczone? – Wszystko ma swój początek i swój koniec – podsumowuje Obe. – Także flash mob nie będzie trwał wiecznie. Będziemy jednak go organizować, dopóki ludzie tego chcą. A kiedy trzeba będzie usunąć się w cień, pozostaną wspaniałe wspomnienia, zdjęcia, filmy i relacje z akcji…