Eurostudent

Portal dla studentów - kariera, praktyki, staże, praca, studia, rozrywka, konkursy. Magazyn Eurostudent

Rewolucja na uczelniach

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przez wprowadzenie odpłatności za drugi kierunek chce zmusić uczelnie do reorganizacji struktury oraz stworzenia makrokierunków.

To tak naprawdę najważniejszy cel reformy, przyjętej niedawno przez rząd. Wprowadzenie kontrowersyjnej opłaty, to tylko wstęp do wielkiej rewolucji.

Na świecie praktykuje się, że absolwent wybiera uczelnię, a dopiero po okresie kształcenia ogólnego decyduje się na specjalizację. Takie rozwiązanie wyeliminowałoby problem odpłatności za studiowanie na dodatkowych kierunkach i tego tak naprawdę chce ministerstwo.

W Polsce 1,2 mln osób płaci za studia, a 800 tys. studiuje za darmo. Przenosiny na inny kierunek po drugim czy trzecim roku wiążą się z przepisywaniem wyników za poszczególne przedmioty.

– Ta reforma ma zmienić podejście do studiowania. Uczelnie będą miały swobodę tworzenia kierunków, a zwłaszcza makrokierunków międzywydziałowych. Dla takich rozwiązań nie przewidujemy limitu punktów. Będzie można studiować nawet po trzy kierunki w ramach jednych studiów, tak jest na przykład w USA – dodaje Bartosz Loba, rzecznik MNiSW.

Jeśli uczelnia zechce funkcjonować według starych zasad, będzie musiała pobierać opłaty za drugi kierunek, co oznacza, że bezpłatne studiowanie zostanie ograniczone do jednego kierunku. Projekt ustawy ma być gotowy za dwa miesiące. Jeśli zostanie przyjęty – jej zapisy zaczną obowiązywać od nowego roku akademickiego.

Na dwóch darmowych kierunkach będą studiować tylko najlepsi studenci. Ministerstwo szacuje, że z tej możliwości może skorzystać 10 proc. studentów.

– Warunkiem rozpoczęcia studiów na kolejnym kierunku będą wyniki i średnia. Ta regulacja jest koniecznością, bo pamiętajmy, że podatnicy za to płacą, nie można więc pozwolić, by ktoś rezygnował i kończył po pięciu miesiącach, bo mu się znudziło – mówi Bartosz Loba.

Jak szybko uczelnie będą w stanie się przeorganizować? – Jeśli tylko będą pieniądze na ten cel. Tymczasem w budżecie na 2010 rok nie ma żadnych pieniędzy na pozainflacyjne podwyżki – odpowiada prof. Dariusz Rott.

 
 
źródło: naszemiasto.pl