Eurostudent

Portal dla studentów - kariera, praktyki, staże, praca, studia, rozrywka, konkursy. Magazyn Eurostudent

Ściąganie – oszustwo czy spryt?

Idea z całą pewnością słuszna jednak czy ma szanse powodzenia?

Coraz więcej uczelni, kół naukowych czy innych organizacji studenckich angażuje się w różnego rodzaju akcje, mające na celu ograniczenie, o ile nie całkowite zlikwidowanie ściągania wśród studentów. Idea z całą pewnością słuszna jednak czy ma szanse powodzenia? Co powoduje, że zamiast rzetelnie się uczyć większość studentów woli liczyć na swoje szczęście i na egzaminach korzysta z „własnych pomocy naukowych”? Czy to tylko i wyłącznie wina lenistwa i niechęci do nauki czy może zakres i aktualność wymaganego materiału ma w tym swój udział?

 

 

Kombinujemy od najmłodszych lat

 

 Doktor Zbigniew Bajka, od wielu lat wykładający na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz na Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego uważa, że przyczyn takiego stanu rzeczy należy szukać głębiej. Od najmłodszych lat jesteśmy przyzwyczajani do kombinowania i ściąganie uważamy nie za oszustwo, ale za przejaw sprytu i zaradności – mówi dr Bajka – na kolejnych etapach edukacji tylko utwierdzamy się w tym przekonaniu i doskonalimy umiejętności ściągania. Według mnie taki sposób „zdawania” egzaminu jest nieetyczny i powinien być traktowany jak zwykłe oszustwo. Niestety w polskich szkołach i uczelniach panuje przyzwolenie na taki stan rzeczy. Studenci wychodzą z założenia, że łatwiej wykonać ściągę niż spędzić długie godziny na nauce materiału, który bardzo często uważany jest przez nich za nieprzydatny. Według mnie duży wpływ na to ma po prostu zwykłe lenistwo i cwaniactwo.
 
Sami studenci nie ukrywają, że ściągają jednak nie uważają tego za oszustwo. Za przyczynę podają zbyt dużą ilość materiału, który według nich nie będzie przydatny w przyszłości. Mocnym argumentem, wydaje się być fakt, że w dzisiejszych czasach dostęp do informacji jest bardzo łatwy. Nie trzeba już godzinami siedzieć w bibliotece i przeczesywać stosów książek. Wystarczy skorzystać z Internetu i w kilka chwil znajdziemy interesujące nas dane z każdej dziedziny naukowej.  Studiujący historię na jednej z krakowskich państwowych uczelni Konrad podaje przykład egzaminu z historii średniowiecznej – Wykładający ten przedmiot profesor miał obsesję na punkcie dat. Tylko do tego egzaminu podanych ich było prawie trzysta! Oczywiście ta ilość określona było jako „niezbędne minimum”. Komu normalnemu chciałoby się tego uczyć? Zresztą po co, skoro ok. 80% z nich nie było datami, które „wypada znać”. Aż się prosiło zrobić z tego ściągę co w dobie komputerów i innych gadżetów jest proste i szybkie. Jeśli kiedykolwiek potrzebna mi będzie któraś z tych dat, w co szczerze wątpię, to po prostu wejdę na Internet i ją sprawdzę.  Trzeba przyznać, że nowoczesne technologie sprzyjają oszukiwaniu na egzaminach. Również dr Bajka zwraca uwagę na ten aspekt– Czasy się zmieniły, teraz technologia służy studentom, niestety nie tylko w pozytywnych kwestiach. Dawniej nie było komputerów, kserokopiarek, telefonów z dostępem do Internetu. Zrobienie dobrej ściągi, zawierającej odpowiednia ilość materiału zajmowało bardzo dużo czasu więc nawet ze względów czysto ekonomicznych każdy wolał się nauczyć. Na większości uczelni można zauważyć, że studenci (jeśli chodzą na wykłady) robią notatki na laptopach, netbookach i innych tego typu urządzeniach. Poza łatwością odczytania i możliwością modyfikowania tekstu ma to jeszcze jedną zaletę – pliki tekstowe można bardzo szybko skopiować na małe, przenośne gadżety, które potem bierze się ze sobą na egzamin. Skrypty, notatki, czy nawet całe książki w plikach tekstowych, do tego połączenie z Internetem – jeśli tylko da się ściągać, każdy, nawet najtrudniejszy egzamin jest do zdania i to na niezłą ocenę.
Wśród studentów są również tacy, którzy na egzamin idą przygotowani w miarę swoich możliwości, bez ściąg. Jednak jeśli nadarzy się okazja, bez skrupułów odpiszą od kolegi lub koleżanki, którzy wyposażeni w ściągi poradzą sobie z każdym pytaniem. Akceptowana jest tzw. praca zespołowa, w której to każdy dopowie coś od siebie i uda uzbierać się odpowiedzi na wystarczającą liczbę pytań. Szczególnie łatwo jest na testach, w których mamy do wyboru odpowiedzi a,b, c itp. Tutaj w odpisaniu nie przeszkodzi nam nawet zły charakter pisma kolegi lub koleżanki z roku.

 

„U tego można ściągać”


Nie bez znaczenia jest także podejście samego wykładowcy do kwestii ściągania na egzaminie. Studenci wymieniają się między sobą informacjami na temat przebiegu danego egzaminu i łatwości ściągania. Wyższe roczniki informują swoich młodszych kolegów „na kogo warto się uczyć, a na kogo wystarczy zrobić ściągę bo nie patrzy”.  Wśród wykładowców znajdziemy takich, którzy bacznie pilnują podczas egzaminu. Rozsadzają według swoich schematów aby utrudnić odpisywanie, chodzą po sali. Czasami nawet proszą innych pracowników uczelni o pomoc w pilnowaniu. Osoba złapana na ściąganiu jest wyrzucana a na poprawce ma sporo trudności jeśli profesor zapamięta lub zanotuje przy jej nazwisku powód wykluczenia z egzaminu. Zaliczenie takiego przedmiotu każdy zapamięta na długo a zdobyta wiedza pozostanie w pamięci na wiele lat.  Niestety, są też tacy wykładowcy, którzy udają, że nie widzą iż ktoś ściąga. Zawsze na początku egzaminu mówię studentom, że za ściąganie albo konsultacje z innymi jest ocena niedostateczna i usunięcie z sali – mówi nam doktor wykładający na jednej z krakowskich uczelni. Pragnie pozostać anonimowy. Ale na groźbach się kończy, chyba, że ktoś naprawdę robi to całkowicie jawnie to nie mam wyboru. Zazwyczaj przymykam oko i  staram się aby wszyscy ukończyli pisanie egzaminu. Po co mam sobie robić problemy? Dla mnie wystarczy, że praca, którą dostanę jest napisana prawidłowo i mogę ją ocenić pozytywnie. Dzięki temu studenci i ja jesteśmy zadowoleni. Oczywiście zawsze zdarzy się ktoś kto będzie musiał przystąpić do poprawki ale zdawalność wynosi ok. 80-90%. Wiem, że ma na to wpływ moja postawa ale nie chcę utrudniać życia studentom. Wielu moich kolegów postępuje w ten sposób.
Kolejną okolicznością sprzyjającą ściąganiu jest fakt, że wiele egzaminów odbywa się w formie pisemnej. Na egzaminie ustnym student staje twarzą w twarz z wykładowcą i albo jest nauczony albo nie. W tym wypadku możliwości ściągania spadają praktycznie do zera. Natomiast podczas formy pisemnej sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Duża liczba piszących- czasem nawet ponad sto osób, duże sale sprawiają, że trudno pilnować aby każdy zdawał uczciwie. Studenci ściągają więc na potęgę.

 

Kolekcjonowanie dyplomów


Według doktora Zbigniewa Bajki kolejnym problemem jest zmniejszenie rangi wykształcenia wyższego. Obserwujemy coś w rodzaju kolekcjonowania dyplomów. Dzisiaj utarło się, że w zasadzie każdy studiuje i po prostu wypada mieć dyplom wyższej uczelni. Niektórzy studiują po dwa, nawet trzy kierunki studiów. Efekt jest taki, że na zajęcia na żadnym z nich nie są dobrze przygotowani.  Sprzyja temu fakt niezwykłego funkcjonowania niektórych prywatnych szkół wyższych, w których, mam takie wrażenie, papier dostaje się w zasadzie za pieniądze. Sam spotkałem się z sytuacją, w której student miał pretensje o niezdany egzamin. Nie rozumiał jak mógł oblać skoro płaci. Kiedyś aby studiować trzeba było reprezentować naprawdę wysoki poziom wiedzy i umiejętności. Dobrze zdana matura, egzaminy wstępne. Potem przez kilka następnych lat systematyczna nauka, przesiadywanie w bibliotekach, trudne egzaminy. Dzisiaj już tego nie ma – mówi dr Bajka – wystarczy jako tako zdać maturę aby dostać się na uczelnię wyższą. Jeśli nie na studia dzienne to tzw. „wieczorowe” lub zaoczne. Wystarczy zapłacić i już jest się studentem.
Każdy ze studentów powinien zadać sobie pytanie: Po co studiuję? Czy chcę tylko zdobyć papier bo wypada mieć tytuł magistra, czy może chcę się czegoś nauczyć i zostać specjalistą w danej dziedzinie?  Studiowanie dla samego studiowania trochę mija się z celem, bo po co tracić 5 lat na udawanie, że się czegoś uczy? 
 Jak widać szanse na całkowite wyeliminowanie ściągania są jak na razie znikome. Wymagałoby to zmiany mentalności nie tylko od studentów ale także osób prowadzących zajęcia. Konieczne byłoby również uczenie od najmłodszych lat, że ściąganie jest zwykłym oszustwem. Efekty takich zmian mogą być widoczne dopiero za kilkanaście lat, bo u osób obecnie studiujących lub mających zacząć w najbliższym czasie zbyt głęboko zakorzenione są nawyki z poprzednich etapów edukacji. Jednak niewątpliwie zarówno wykładowcy jak i studenci powinni robić wiele aby ograniczyć zjawisko ściągania  dobre przykłady zachowań, nawet nieliczne, mają przecież wielką moc.

Łukasz Pieńkowski