Eurostudent

Sposób na nudny wykład

Każdy z nas przynajmniej raz trafił na nudny wykład. Większość częściej niż raz. Pół biedy, gdy można się z niego zmyć. Prawdziwym nieszczęściem jest jednak przymus uczestniczenia (w tym wypadku tylko fizycznie, bo mentalnie jesteśmy gdzie indziej). Co wtedy? Czy są jakieś sposoby na przetrwanie? Są.

Wykłady pod względem stopnia zainteresowania studentów dzielą się na nudne i ciekawe. Pod względem obecności na obligatoryjne i nieobligatoryjne. Różnymi kombinacjami tych czterech zmiennych możemy scharakteryzować całe studia. Najgorsza koniunkcja to oczywiście wykład nieciekawy i obligatoryjny. Wtedy z historii naszego życia możemy spokojnie wyciąć kolejne półtorej godziny.

16 dni w śpiączce albo…

Jeśli przez pięć lat studiów będziemy uczestniczyć tylko w jednym takim wykładzie tygodniowo, wyjdzie nam 390 godzin wyjętych z życiorysu. Czyli jakbyśmy przez 16 dni przeleżeli w śpiączce. Niektórzy zresztą właśnie w ten sposób (czyli przesypiając) radzą sobie ze studenckim permanentnym niewyspaniem. Nie jest to jednak sposób bezpieczny. Śpiącego najłatwiej nakryć – przekonali się o tym zwykle ostrożni Janosik i Al Capone. Są podobno studenci, którzy potrafią spać z otwartymi oczami, ale jest to sztuka dla wybranych i nielicznych. Nam chodzi o sposób utylitarny.

Innym sposobem na nudny wykład jest lektura. Tak, czytanie zawsze popieramy. Łącząc przyjemne z pożytecznym, możemy czytać cokolwiek: gazetę (na przykład Eurostudenta), książkę, komiks. Wtedy półtoragodzinna lektura lepiej wpłynie na naszą kondycję intelektualną niż przesiedzenie z założonymi rękami i tępe gapienie się w siną dal w czasie wykładu. Czytanie ma jednak pewne wady. A co jeśli książki zapomnimy? Jeśli nie mamy przy sobie gazety? Jeśli nie ma czasu na wyskoczenie do kiosku? Wtedy staje nam przed oczami widmo nudnego jak flaki z olejem, ciągnącego się jak guma od majtek wykładu. Wracamy więc do punktu wyjścia.

Można też sobie pograć. Możliwości mamy od groma. Są notebooki, palmtopy, komórki – które nam dostarczą rozrywkę o jakiej nie śniło się studentom jeszcze 10 lat temu. W tym przypadku jednak natrafiamy na podobny (jak to miało miejsce w poprzednim paragrafie) problem osprzętu. Co jeśli siądzie nam bateria albo zapomnimy palmtopa, albo go po prostu nie mamy? Odarci z wynalazków nowożytnego świata znów stajemy bezbronni przed wizją wykładu i czasowej martwicy mózgu. Okazuje się, że nie do końca tacy bezbronni. Często nie zdajemy sobie sprawy, że cały czas ze sobą nosimy broń, która okaże się śmiercionośna dla nudnych wykładów.

RPS, czyli KPN

Tą bronią są nasze dłonie. Nie zachęcamy rzecz jasna do rękoczynów czy linczu na wykładowcach. Nasz sposób jest całkowicie pokojowy, stary jak świat i wiąże się z graniem. Jedyne, czego potrzebujemy, to drugiego w miarę kompletnego studenta – musi posiadać przynajmniej jedną dłoń i… tyle. Jak sami widzicie warunek dość prosty do spełnienia.

O tej grze na pewno już słyszeliście, pewnie często w nią graliście. Chodzi o Kamień, Papier i Nożyczki, czyli po angielsku Rock, Paper, Scissor (w skrócie RPS). Dla porządku przypomnijmy reguły. Gra genialna w swojej prostocie. Za pomocą dłoni jednocześnie dwóch graczy pokazuje jeden z trzech symboli. Kamień (dłoń zwinięta w pięść), papier (dłoń wyprostowana jak do podania ręki) oraz nożyczki (czyli wystawione dwa palce: wskazujący i środkowy). Każdy z trzech symboli pokonuje jeden z nich, ale innemu ulega. Tak więc kamień tępi nożyczki, ale ulega papierowi, który z łatwością go owija. Ten ostatni ulega nożyczkom, które go przecinają. Grać można w nieskończoność albo do określonej liczby punktów, przyjmując jeden punkt za zwycięstwo w rundzie. Runda zaś składa się z trzech gestów. Tyle jeśli chodzi o reguły.

Dlaczego jednak jest to interesująca gra i dlaczego nadaje się na wykład? Najpierw odpowiedź na pierwsze pytanie.

Think three, czyli psychologiczna wojna

Jeśli w grze obaj przeciwnicy mają takie same szanse, nie oszukują, a gra nie jest losowa, to decydujący wpływ na rozgrywkę ma matematyka i psychologia. Jeśli chodzi o możliwe kombinacje matematyczne, to z uwagi na trzy zmienne można mówić o dość niewielkiej liczbie kombinacji. Na pewno nie jest to gra tak bardzo zaawansowana matematycznie jak szachy. Jeśli więc matematyka jest ograniczona, to psychologia bierze górę. Tak więc decydujący wpływ ma tutaj wojna nerwów. To właśnie jest kwintesencja tej gry. Naprzeciwko siebie stają bowiem dwaj równi przeciwnicy, patrzą sobie głęboko w oczy i decydują, jaki symbol pokażą, tak aby pokonać przeciwnika. Ważna w tej myślowej gimnastyce jest pamięć. Jeśli odtworzymy sobie poprzednie symbole, które preferował nasz przeciwnik, będziemy w stanie przewidywać jego dalsze ruchy. Niestety często zdarza się, że sprytniejszy, na początku udaje głupiego, powtarzając prostą sekwencję, aby na finiszu zaskoczyć uśpionego pozornym tryumfem adwersarza nieprzewidzianą kombinacją ciosów. A co jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z prostym graczem, który w cały czas gra tak samo? Albo zakłada nam podwójnego nelsona, grając przewidywalnie, abyśmy cały czas w napięciu oczekiwali na jego nagły zaskakujący skok? Takie rozważania mogą doprowadzić do paranoi. Tak, ta gra po chwili pokazuje swoje ukryte pod pozorną prostotą (wręcz dziecinadą) dno.

Wracając jednak do sekwencji. Jeśli przyjmiemy, że na rundę składają się trzy gesty (przeciwnicy trzykrotnie zderzają swoje symbole), to liczba kombinacji wynosi zaledwie 27 możliwych gambitów. Gambit to według teorii RPS seria trzech ruchów wykonywana według zamierzonej strategii mającej dać zwycięstwo. Teoria wymienia osiem wielkich gambitów, które według statystyk dają największe szanse na sukces (patrz ramka). Można grać ofensywnie, defensywnie albo wyczekująco. Cały wachlarz zagrywek psychologicznych zależy już od was.

Mam ręce i nimi kręcę

Drugie pytanie zadane dwa akapity temu brzmiało: dlaczego ta gra jest dobra na wykład? Spełnia dwa najważniejsze założenia: nie potrzebujemy do niej żadnych dodatkowych przedmiotów i jest słabo wykrywalna przez radary wykładowcy. Wykładowcy zwykle nie zdają sobie sprawy z tego, że nudzą przez półtorej godziny 200-osobową salę. Brną więc w zapamiętaniu poprzez swoje myślowe meandry, wpadając w labirynt dygresji, z których często nie wychodzą do końca wykładu (ba, czasem do końca semestru). Nimi nie powinniśmy się przejmować. Nie zorientują się. Są jednak tacy, którzy oczą wkoło, bezbłędnie wyłapując oznaki braku uwagi. Jeśli więc trafimy na właśnie takiego wykładowcę możemy próbować się tłumaczyć. Jeśli przyłapie nas na przykład na sekwencji ty – nożyczki, przeciwnik – papier, możesz grzecznie stwierdzić, że aby nie zakłócać przebiegu wykładu na migi chciałeś pożyczyć dwa długopisy od kolegi, na co rzeczony również na migi wskazał ci je dłonią. I tak dalej, i tak dalej. Przede wszystkim jednak RPS wciąga. Przekonacie się, że już po chwili zaczynacie myśleć potrójnie, nawet w autobusie prowadząc rozgrywkę mentalną z siedzącą naprzeciwko babcią w moherowym berecie, patrząc jej głęboko w oczy i przewidując (gdyby grała) jej kolejny ruch albo ulubiony gambit. Uwaga! Zbyt długie wpatrywanie się może spowodować, że babcia zamiast papieru, nożyczek, albo kamienia wyciągnie laskę – broń, na którą nie ma żadnego gambitu obronnego.

Na świecie, czyli na poważnie

Wielokrotnie w artykule przywoływana była teoria tej gry. Istnieje bowiem wiele opracowań bardzo poważnych ludzi na temat RPS i to zarówno od strony matematycznej, jak psychologicznej. Co więcej istnieje Światowe Stowarzyszenie RPS (worldrps.com) skupiające setki tysięcy aktywnych członków. Stowarzyszenie to zostało założone w 1850 roku w Londynie i działa do dziś. Rozgrywane są coroczne mistrzostwa świata w RPS. Ostatnio w 2005 roku, w zawodach, które odbyły się w Kanadzie, wzięli udział zawodnicy z Kanday, USA, Wielkiej Brytanii, Australii, Nowej Zelandii, a nawet jeden zawodnik z archipelagu Kajmanów (niestety nie znalazł się w pierwszej trójce). Do wygrania, oprócz tytułu mistrza świata było jeszcze 7000 dolarów kanadyjskich (prawie 19 000 złotych).

Tak więc bierzcie sprawy w swoje dłonie (dosłownie i w przenośni), a nudne wykłady już nigdy nie będą dla was nudne! Może za rok wygracie 19 tysięcy? To chyba uczciwa zapłata za parę machnięć dłonią, nieprawdaż?

 
8 wielkich gambitów

Avalanche (lawina): 3x kamień. Subtelny, jednak agresywny.

The Bureaucrat (biurokrata): 3x papier. Przynosi sukces w pasywno-agresywnej rozgrywce.

The Crescendo (z muzyki: stopniowe wzmocnienie siły): papier, nożyczki, kamień. Dobry gambit na początek rozgrywki. Stopniowo wzmacniana siła gambitu rozbija w drzazgi przeciwnika ostatecznym ciosem kamienia.

The Denoument (w literaturze: rozwiązanie głównej komplikacji dramatycznej w dziele literackim): kamień, nożyczki, papier. Jest odwrotnością Crescendo i użyte wraz z nim często wyprowadza przeciwnika z równowagi.

Fistful O’Dollars (garść dolarów): kamień, papier, papier. W 1967 roku ten gambit okazał się najskuteczniejszy podczas mistrzostw świata w RPS. Szybkie przejście z ofensywy do defensywy odsłania słabe punkty przeciwnika.

Paper Doll (papierowa lala): papier, nożyczki, nożyczki. Skuteczność tego gambitu tkwi w jego pozornej prostocie.

Scissor sandwich (nożyczkowa kanapka): nożyczki, papier, nożyczki. Ofensywny i przebiegły. Jego głównym zadaniem jest wywieść przeciwnika w pole zamaskowanymi za papierem nożyczkami.

Toolbox (skrzynka na narzędzia): 3x nożyczki. Efektywne użycie tego gambitu wymaga żelaznych nerwów. Nie zalecany w grze z początkującymi.