Eurostudent

20 lat minęło…

Ma jeden z najbardziej rozpoznawalnych wokali w Polsce. Jej niecodzienna barwa głosu i niesamowita osobowość sprawiły, że współpracowała m.in. z. Cesarią Evorą i Goranem Bregoviciem. „Fleciki”, „Testosteron” czy „Skała” – to tylko kilka z jej piosenek, które w mgnieniu oka stawały się przebojami. Dziś przygotowuje się do jubileuszu 20-lecia swojego debiutu. Aby ją opisać, wystarczy jedno słowo. KAYAH.

W tym roku mija 20 lat od ukazania się Twojej pierwszej płyty – „Kamień”. Kawał czasu, a mam wrażenie jakby to było wczoraj. Jak odbierasz to Ty, jako sama zainteresowana?

No niestety nie było to wczoraj… (śmiech) Dużo się zmieniło i w życiu i we mnie. Myślę, że wtedy jeszcze za bardzo nie umiałam śpiewać i niewiele wiedziałam, ale posiadałam tupet, determinację i bezkompromisowość, których dziś mi trochę brak. Dziś polegam na zdaniu innych, wtedy nie chciałam nikogo słuchać. Skąd ta niepewność we mnie teraz? Może jak się jest młodym brakuje strachu przed błędem, bo zawsze jest czas, by go naprawić? Nie ma się nic do stracenia. Stąd ta bezczelność w kreatywności i wyborach. Człowiek dojrzały staje się ostrożniejszy, jakby bardziej odpowiedzialny. Czy to dobrze dla sztuki?

Dwie dekady liczy się od debiutu płytowego, ale muzykę pod skórą człowiek ma zwykle od dziecka. Kiedy zaczęłaś myśleć o tym, że chcesz śpiewać?

Miałam 4 lata, kiedy zaczęłam o tym marzyć. 7 lat kiedy podjęłam naukę gry na fortepianie. 13, kiedy założyłam swój własny zespół. 16, kiedy zrozumiałam, że naprawdę mam talent. 17, kiedy poczułam, że moja pasja może być także moim zawodem. 18, kiedy podpisałam mój pierwszy kontrakt. Dziś mam 47 lat i zastanawiam się czy może nie powinnam się zacząć sprawdzać w innych dziedzinach (śmiech).

Zanim nagrałaś debiutancki krążek, towarzyszyłaś innym znanym artystom w studio jako chórzystka. Sama o sobie powiedziałaś, że w pewnym momencie wytworzyłaś monopol na chórki. Jak wspominasz pracę na drugim planie? Z kim współpracowało Ci się najlepiej? Czego nauczyła Cię praca w chórkach?

Dobrze jest mieć takie doświadczenia. Móc obserwować innych, gdy stawia się pierwsze kroki. Dziś też chętnie bym się wycofała na drugi plan, bo nie mam parcia na szkło. Podnieca mnie bycie kołem zębatym mechanizmu, jakim jest zespół muzyczny. Współbrzmienie, kooperacja. Gdy stoisz na pierwszej linii frontu, niesiesz na swoich barkach ogromną odpowiedzialność nie tylko samego koncertu, ale i drużyny. Wiadomo, spadają na ciebie pierwsze splendory, ale i pierwszy pomidor. Warto się nad tym zastanowić. Miałam szczęście pracować z największymi, choć z największym sentymentem chyba wspominam Niemena, Ciechowskiego, De mono i Atrakcyjnego Kazimierza. Były to bowiem również przyjaźnie pozamuzyczne.

Z doświadczeniem studyjnym łatwiej chyba było pracować nad płytą? Jak oceniasz „Kamień” z perspektywy lat? Twoje pierwsze muzyczne dziecko – produkcyjnie, muzycznie i tekstowo, dorosło i jest już całkiem dojrzałe.

Wciąż jestem dumna z kompozycji, tekstów i mojego aranżacyjnego pomysłu. A także z odwagi, bo ta płyta to był wtedy taki rodzynek na rockowym rynku. Dziś trochę realizacja trąci myszką. Drażni mnie też maniera, z jaką wtedy śpiewałam. Teraz dzięki trasie koncertowej, w którą ruszamy już w moje urodziny – 5 listopada – mamy szansę by te błędy skorygować, podejść do tematu jeszcze raz, zmierzyć się z repertuarem napisanym przeze mnie ponad 20 lat temu… To dla mnie wyzwanie, ale również kolejna muzyczna przygoda. Trasa „Kamień – 20-lecie płyty” to wydarzenie na które czekam niecierpliwie i wiem dzięki mojemu Facebookowi, że również bardzo wielu fanów na nią czeka. Jest ich tak wielu, którzy trwają przy mnie nieprzerwanie właśnie od tamtej płyty, a przecież w międzyczasie podejmowałam bardzo różnorodne tematy muzyczne… To mi bardzo schlebia i cieszę się, że dla nich to będzie tak samo ważne wydarzenie jak dla mnie. Odwiedzimy kilkanaście miast. Szczegóły oczywiście są dostępne na moim oficjalnym profilu FB.

Człowiek przez lata ewoluuje, dojrzewa. Co czujesz, kiedy dziś śpiewasz piosenki z pierwszej płyty? Twoje teksty są zwykle bardzo emocjonalne. Czy po latach wciąż znaczą dla Ciebie tyle samo? Pytam, bo niektórzy wokaliści z różnych powodów, niechętnie wracają do swoich pierwszych piosenek.

Piszę uniwersalne treści. Niestety bardzo często wciąż aktualne w moim życiu, które jest sinusoidą. Kiedy zaliczam ten niski i smutny moment opadania, moje piosenki świetnie oddają co czuję. Poziom melancholii z wiekiem chyba także mi lekko wzrósł. Zawsze miałam tendencję do widzenia szklanki do połowy pustej. Ja nie słucham swoich płyt, ale kocham je śpiewać.

Lata 90. były mocno przesiąknięte muzyką, w dużej mierze polską. Nawet telewizja publiczna miała swoje „dyżurne” programy muzyczne – „Muzyczna Jedynka” i „30 TON”.

Pamiętam jak czekaliśmy na kolejne notowania i pamiętam jak wielkim hitem były moje „Fleciki”…

Byłaś obyta ze sceną, ale czy przygotowana na taką popularność?

To zależy, co rozumiemy przez słowo „popularność”. Jeśli oznacza to ludzi, którzy chcą cię słuchać, kupują płyty i przychodzą na koncerty, to fantastyczne. Jeśli jednak znaczy to brak prywatności, plotki w tabloidach i podłe oszczerstwa w necie – to fatalnie. Na to nie byłam gotowa. A co do tamtych czasów, to rzeczywiście z rozrzewnieniem wspominam dumę z polskiej sztuki, wierność naszemu językowi w piosenkach, wspieranie polskich artystów i… budżety na polską kulturę. To już przeszłość.

Dziś stacje muzyczne mają trochę inną politykę niż dawniej, promując głównie zachodnie produkcje. Alternatywą jest Internet, a zwłaszcza YouTube. Wyobraź sobie, że debiutujesz w roku 2015. Jak to widzisz?

Kiedy debiutowałam nie było tabloidów, ani telefonów z wbudowanym obiektywem. Nie wiem czy dziś z moim charakterem chciałoby mi się w to bawić. Muzyka zawsze przecież może pozostać pasją.

Co myślisz o promowaniu się ludzi w Internecie? Pytam Cię jako artystkę ale także jako właścicielkę prężnej wytwórni KAYAX. Czy YouTube w Polsce może być trampoliną? Miejscem, z którego poważna wytwórnia wyłowi kogoś z potencjałem? Jak dać się wyłowić z tłumu?

Jak widać może. A nie korzystać z możliwości, jakie niosą współczesne narzędzia, byłoby strzałem w kolano. W Kayaxie wykorzystujemy wszystkie możliwości promocji naszych artystów. Wiadomo, że Internet jest pełen bardzo różnych treści i nie zawsze te najbardziej wartościowe stają się popularne, ale tym co naprawdę poszukuję i nie ulegają chwilowym modom daje szeroki wachlarz możliwości poznania cudownych artystów.

Wróćmy do jubileuszu. Wiemy już, że przygotowałaś w prezencie dla słuchaczy trasę „20-lat płyty Kamień”. Czego można się po niej spodziewać? Jak będzie wyglądać świętowanie okrągłej rocznicy?

Poza piosenkami z „Kamienia” będą jeszcze inne perełki wspomnieniowe. Do zespołu zaprosiłam Jose Torresa, który wtedy z nami nagrywał. Na koncertach będę mieć również innych gości. Wydaje mi się, że będzie nad wyraz emocjonalnie. Taka sentymentalna podróż. Postaramy się o elegancką oprawę. Pierwszy koncert odbędzie się w Toruniu, w moje urodziny. Tam spróbuję nawet poczęstować każdego tortem i szampanem (śmiech).

Uchyl proszę rąbka tajemnicy, co zamieszasz poza trasą jubileuszową? Wiedząc, jakim wulkanem energii jesteś, domyślam się, że kolejne projekty już się dzieją lub za chwilę będą.

Pracy przy trasie jest mnóstwo. Na razie więc są tylko plany i pomysły, aby nagrać kolejną płytę z moim zespołem, a także zbierać piosenki na nową płytę z Transoriental Orchestra. Przed nami też trochę koncertów w świecie. W Kayaxie wydajemy kolejną porcję świetnych płyt: Zabrocki, Zakopower, fantastyczny projekt Smolika z Kev’em Fox’em i cudowny Atom String Quartet… Jesienią i zimą będzie się działo.

20 lat minęło. Czego można życzyć Ci na kolejne lata?

Banalnie – miłości, zdrowia, pokoju, weny. A ponieważ to również Wasza 20. rocznica, życzę Wam wytrwałości. Świetnych gości i tematów. I kolejnych wspaniałych 20 lat! Co najmniej! (śmiech)

Dziękuję w imieniu własnym i całej redakcji. Postaramy się trzymać fason co najmniej przez kolejne dwie dekady.

Rozmawiał: Paweł Kawałek
Foto: Piotr Porębski/kayax